REEBOK ZPUMP FUSION – pierwsze wrażenia

Moi drodzy!

Mam przyjemność testować nowe buty do biegania Reebok ZPump Fusion. Ciekawi mojej opinii? Scrollujcie w dół! 🙂

edftgyhujkljnbv cfghjk

Jeśli jesteście z moją stroną na bieżąco, dobrze wiecie, że testuje różne formy aktywności, zaczynając od crossfitu, przez trening siłowy, czy tajski boks… ale zawsze pozostaję wierna bieganiu! Jaki sprzęt w tym sporcie jest najważniejszy? Oczywiście buty! Reebok dosłownie spadł mi z nieba z pięknymi ZPump Fusion, bo akurat przymierzałam się do kupienia czegoś nowego. 🙂

Zawsze miałam dobre zdanie na temat tej firmy, bo pamiętam, że wybierając swoje pierwsze buty do biegania, postawiłam właśnie na Reeboka i nie byłam zawiedziona. Teraz nie było inaczej! 🙂

Nie będę Was przynudzać i pisać szczegółowo o wszystkich technologiach wyróżniających te obuwie, bo pewnie po prostu ciekawi Was jak to działa w praktyce, tak więc już piszę, ale najpierw w kilku zdaniach scharakteryzuję ten model. 🙂

Reebok ZPump Fusion to but, który za każdym razem dostosowuje się do stopy biegacza. Dzięki zastosowanej wyżej wspomnianej technologii PUMP obuwie wypełnia się powietrzem, przez co idealnie dopasowuje się do stopy. I to akurat jest prawda! Miałam te buty dwa razy na nogach. Raz przebiegłam 10km, wczoraj 7km i szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie biegałam w wygodniejszych butach niż te. 🙂 Dzięki temu też są bardzo stabilne, a ja czasami mam tendencję do przekrzywiania stopy.. Sprawdzają się więc idealnie.

Zaraz po nałożeniu buta, do wpompowania powietrza używacie przycisku, który umiejscowiony jest po zewnętrznej stronie. Widać to na zdjęciu poniżej:

IMG_0031hh

yyyy

Oprócz tego, że buty idealnie dopasowują się do stopy i gwarantują stabilizację są też bardzo lekkie i miękkie. Podeszwa nie jest ani za gruba ani na cienka. Materiał „oddycha” dzięki czemu nawet podczas dłuższego biegu stopy się nie odparzą.

Wybaczcie, że podeszwa brudna, ale naprawdę je testowałam 🙂 Od spodu wyglądają tak:

sdfgh

Reasumując, jeśli planujcie kupić dobre buty do biegania, mogę jak najbardziej polecić Reebok ZPump Fusion, nie tylko ze względu na wygodę, ale też design. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię klasykę. Trochę „przejadły” mi się wszystkie fluorescencyjne kolory odzieży sportowej, a delikatny szaro-srebrny odcień materiału i biała podeszwa idealnie trafiają w mój gust. 🙂

fghjkliuygfdcvbn

Taki model można kupić w salonach Reebok, pop-up store Reebok@Plażowa w Warszawie oraz w wybranych sklepach sieci GoSport.

Cena detaliczna: 449zł.

Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania – piszcie śmiało w komentarzach. Dobrze wiecie, że jeśli nie byłyby godne polecenia to nie wypowiadałabym się o nich tak pozytywne, ale naprawdę są ŚWIETNE!

jjjj

kkkkk

RAW TILL 4 – pierwsze przemyślenia

tumblr_nqqer5UXJw1qmsxowo1_500

tumblr_nrbbatBdUh1shjq15o1_500Tak jak pisałam na Facebooku, chciałam podzielić się z Wami moimi pierwszymi przemyśleniami na temat stylu żywienia Raw till 4. Chcę zaznaczyć też na początku, że tego stylu żywienia trzymam się od około 2,5 miesiąca i dalej zamierzam kontynuować wysokowęglowodanową, niskotłuszczową dietę roślinną, bo czuję się świetnie odżywiając się w ten sposób. 🙂

Zacznijmy…
W tym czasie raczej trzymałam się założeń diety, zdecydowanie nie ograniczałam kalorii. Jadłam naprawdę dużo… bardzo dużo owoców, zieleniny, ziemniaków, ryżu i warzyw.. Czasami wpadła wegańska pizza, alkohol lub tłusty hummus – co nie do końca wpisuje się w reguły RT4. 🙂 Pomimo tego zauważyłam spadek wagi – a co za tym idzie też i obwodów. Ogólnie lepsza kondycja fizyczna – miałam więcej energii do zrobienia treningu i też można powiedzieć „przekonałam się” do węglowodanów. Początkowo bałam się wzrostu wagi, bo zjadanie 8 bananów na śniadanie i kilkunastu daktyli nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy biorąc pod uwagę fakt, że chciałam zrzucić zbędne kilogramy. Dlatego kupiłam wagę, a skorzystałam z niej jak dotąd dwa razy i bardzo się z tego cieszę, bo to znaczy, że przestałam obsesyjnie myśleć o tym jak wyglądam i czy przybyło mi tu i tam.. I na to chcę zwrócić uwagę – jako jeden z najlepszych aspektów odżywiania HCLF (high carb low fat) jest to, że przestałam obsesyjnie liczyć i ważyć jedzenie. Dieta, którą stosuję nie stanowi dla mnie najmniejszego problemu. Nie jestem głodna – posiłki są sycące, jem kiedy chcę i nie muszę się zmuszać do jedzenia czegoś, na co nie mam ochoty. Poza tym, jeśli obserwujecie moją stronę od dłuższego czasu, na pewno wiecie, że mam OGROMNĄ słabość do słodyczy. Aż wręcz chorobliwą. W tym momencie wydaje mi się, że mogę powiedzieć to w czasie przeszłym, bo przez pierwszy miesiąc w ogóle nie przyszło mi do głowy, żeby zjeść coś słodkiego.. No dobra, zjadłam na samym początku Merci po imprezie, bo za mało zjadłam w ciągu dnia (to były początki kiedy jeszcze nie potrafiłam oszacować ile mój organizm potrzebuje). Później sporadycznie zdarzyło się zjedzenie jakichś wegańskich słodyczy – tak Oreo są wegańskie, podobnie jak Rittersport marcepanowa. 🙂 Ale wiecie co jst najlepsze? Że po prostu to zjadłam i nie miałam NAJMNIEJSZYCH wyrzutów sumienia i przede wszystkim nie rzucałam się z wilczym głodem na resztę jedzenia, co kiedyś miało miejsce. 🙂 Mogę więc śmiało stwierdzić, że w momencie wprowadzenia w swoje życie RT4 stopniowo przestałam obsesyjnie myśleć o jedzeniu i martwić się o wygląd swojego ciała i tym, czy zrobiłam trening czy nie.. czy powinnam go zrobić, czy odpuscić.. czy może zmusić się do pobiegania czy nie.. Nie chce mi się? Nie robię, proste i już. Czy wyglądam gorzej? Zdecydowanie nie, jak pisałam wyżej – zmiany są widoczne, nawet osoby z bliższego otoczenia to zauważyły. Na zdjęcia chcę jednak jeszcze trochę poczekać, bo zmiana stylu żywienia to długotrwały proces, a 2,5 miesiąca to stosunkowo mało.

tumblr_nqqer5UXJw1qmsxowo1_500
HCLF
Zaczęłam coraz więcej czytać na temat HCLF, 80/10/10 czy właśnie RT4 i stwierdziłam, że wysokowęglowodanowy (nazwa 80/10/10 – pochodzi od proporcji węglowodanów, białka i tłuszczu, niskotłuszczowy wegański styl żywienia jest dla mnie najodpowiedniejszy, bo nie tylko wyglądam dobrze, to przede wszystkim psychicznie czuję się znakomicie. Po prostu tętnię życiem i jestem do wszystkiego pozytywnie nastawiona. Jasne, mam gorsze dni, ale teraz jest ich zdecydowanie o wiele mniej.. Może Wam się to wydawać głupie, ale naprawdę to co jemy ma wpływ na nasze samopoczucie.

tumblr_nhcnduDqdu1r8qloao1_250

Czy dalej stosuję styl żywienia Raw till 4?

Ostatnimi czasy sporo zastanawiałam się nad tym, czy dalej stosować dietę RT4. I nie – nie dlatego, bo tyję, czy mój organizm źle reaguje. Zaczęłam ogólnie sporo czytać o weganizmie wysokowęglowodanowym, niskotłuszczowym i o ile jedzenie tak ogromnej ilość owoców jest przyjemne, pyszne i satysfakcjonujące.. to niestety żeby zaspokoić swój głód, musiałam zaopatrywać się w naprawdę spore ilości, co niestety jest dość kosztowne. Nie żyjemy w Tajlandii, czy Australii, więc owoce u nas nie są tanie i łatwo dostępne. W tej chwili jest sezon na owoce i nie jest tak trudno o dobrego melona, czy truskawki.. Ale co później? Zbyt dużo pieniędzy wydawałam na jedzenie przez ostatnie 2 miesiące i niestety stwierdziłam, że nie mogę sobie dłużej na to pozwalać. 🙂 A jako, że lubię się porządnie zmęczyć i nie należę do najdrobniejszych istot, to „trochę” tych owoców musiałam pochłonąć w ciągu dnia. 🙂
Kolejnym powodem jest to, że w momencie gdy nie zabrałam ze sobą odpowiedniej ilości owoców do pracy, raczej nie miałam możliwości kupienia ich nigdzie w trakcie pracy, a też teoretycznie do godz. 16:00 powinnam jeść surowiznę, po prostu siedziałam głodna.. Znajomi w trakcie pracy zazwyczaj wychodzili na lunch do baru – u mnie niestety ta opcja odpadała.. 🙂

Jtumblr_nre4boCQHy1upc9t8o1_500ak obecnie się odżywiam?

W sumie dopiero od kilku dni jem po prostu HCLF, czyli nie zwracam uwagi na to o której porze jem gotowane jedzenie. Przykładowo – dzisiaj na śniadanie zjadłam standardowo shake’a z bananów, szpinaku i daktyli, później kilka śliwek, a na obiad ryż z warzywami. Jak wrócę do domu, zrobię sobie zapewne pieczone ziemniaki z sosem. Wszystko high carb, low fat vegan. Niestety żyjąc w naszym klimacie, szczególnie zimą ciężko jeść cały czas zimne potrawy i owoce, dlatego uważam, że te rozwiązanie będzie dla mnie najodpowiedniejsze no i też o wiele tańsze. 🙂

Reasumując, Raw till4 i wszystkie inne wysokowęglowodanowe niskotłuszczowe diety roślinne polecam osobom, które z magająsię z problemem nadwagi i zaburzeniami odżywiania, bo ta dieta nie tylko ma zbawienny wpływ na nasze ciało i organizm, ale przede wszystkim na naszą psychikę..
Za jakiś czas dodam kolejny wpis o tym jak się czuję stosując dalej ten styl żywienia, bo 2,5 miesiąca to stosunkowo krótko, zważając na fakt, że jest to styl żywienia na całe zycie, a nie dieta odchudzająca, której głównym aspektem jest zmniejszenie wagi ciała.

Na pewno o czymś zapomniałam, więc jak macie pytania piszcie w komentarzach. 🙂

Artykuły warte przeczytania:

http://www.medicaldaily.com/vegans-eat-carbs-and-still-lose-weight-why-you-should-give-diet-shot-31010

http://lowfatveganchef.com/about/what-is-low-fat-vegan/

https://www.youtube.com/watch?v=C_28a0_0oIw

ŁĄCZENIE PRODUKTÓW – DIETA SUROWA

tumblr_nok0lq6CIX1uvwrxxo1_500

Dzisiaj  będzie co nie co o komponowaniu posiłków. Pewnie wielu z Was nie  zwraca na to aż takiej uwagi, jak ja przez większość życia.. 🙂 Powinniśmy jednak uważniej dobierać jedzenie, które spożywamy, ponieważ ma to wpływ nie tylko na nasze trawienie, brak wzdęć, ilość składników odżywczych, jakie nasz organizm może przyswoić,  ale też na nasze ogólne samopoczucie i zadowolenia ze spożywania danych potraw.

Należy zacząć od tego, że możemy wyróżnić dwa kryteria łączenia pokarmów.

  • Długość trawienia danych pokarmów,
  • Środowisko, które powstaje w naszym żołądku, potrzebne do strawienia jedzenia.

Ciekawi jesteście jak trawią się konkretne pokarmy? Spójrzcie:

Na pewno nikogo nie zaskoczy fakt, że nasz organizm najszybciej trawi wodę. Jeśli żołądek jest pusty, po prostu przepływa przez niego i od razu trafia do jelit.

Nieco dłużej, bo 15-20 min zajmuje strawienie wszelkiego rodzaju soków owocowych i warzywnych, a także wywarów.

Jeśli wybierzemy na któryś z posiłków tzw. smoothie, czyli po prostu zmiksowane warzywa/owoce – nasz żołądek będzie trawić taki posiłek ok. 30min.

Warzywa:

  1. Surowe, czyli takie jak na przykład: sałata, ogórki, seler, papryka, pomidory, i inne soczyste warzywa – od 30 do 40 minut
  2. Gotowane lub pieczone warzywa czyli: szpinak, jarmuż, cukinia, brokuł, kalafior, kapusta, kukurydza – około 40 minut
  3. Warzywa skrobiowe takie jak ziemniaki, słodkie ziemniaki itp. – 60 minut

Owoce

  1. Arbuz – 20 minut
  2. Inne melony (Piel De Sapo, Canteloupe, Honeydew) – 30 minut
  3. Pomarańcze, grejpfruty, winogrona – 30 minut
  4. Jabłka, gruszki, brzoskwinie, czereśnie – 40 minut

Zboża:

Kasze, ryże, płatki owsiane – około 90 minut

Rośliny strączkowe:

Fasola, groszek, fasola mung, bób, soja – około 90-120 minut

Orzechy i nasiona:

  1. Orzechy (migdały, nerkowce, brazylijskie, pecany, włoskie itp.) – od 2,5 do 3 godzin
  2. Nasiona (słonecznik, dynia, sezam, siemię lniane itp.) – około 2 godziny

Spójrzcie jeszcze jak trawią się produkty pochodzenia zwierzęcego:

  1. Chude mleko, pełne mleko, serek wiejski – od 90 do 120 minut
  2. Żółtka jajek lub całe jajka – od 30 do 45 minut
  3. Ryba – od 30 do 60 minut
  4. Kurczak – od 1,5 do 2 godzin
  5. Wołowina – od 3 do 4 godzin
  6. Wieprzowina – od 4,5 do 5 godzin

Jakich zasad powinniśmy się trzymać komponując nasze posiłki? Zwróćcie uwagę przede wszystkim na to było nie łączyć produktów wysokobiałkowych z węglowodanowymi, czyli przykładowo fasola i owoce lub mięsa z produktami zbożowymi/skrobiowymi. Staraj się nie łączyć pokarmów wysokowęglowodanowych z produktami kwaśnymi. W miarę możliwości dobieraj ze sobą takie pokarmy, które wymagają takie samego lub podobnego czasu trawienia.

Jak więc łączyć produkty na surowej diecie? Spójrzcie na ten rysunek:

  • lllsłodkie owoce – banany, daktyle, mango, papaje, figi, suszone owoce, kaki, liczi; 
  • półsłodkie (półkwaśne) owoce – jabłka, winogrona, brzoskwinie, gruszki, morele, czereśnie, nektarynki, śliwki, jagody, maliny;
  • kwaśne owoce – pomidory, pomarańcze, cytryny, limonki, grejpfruty, mandarynki, truskawki, ananasy, granaty, agrest, aronia, porzeczki;
  • tłuszcze – awokado, oliwki wszystkie orzechy i nasiona;
  • skrobie – kukurydza, słodkie ziemniaki, buraki, zielony groszek, marchewki, dynie, kapusty.

Oczywiście nie MUSICIE koniecznie stosować się do tych zasad. Warto jest po prostu sprawdzić, co najlepiej na nas działa. Ja przykładowo łączyłam w shake’u ananasa z bananem i o ile w smaku wszystko pasowało dobrze, to niestety żołądek nie czuł się najlepiej. 🙂

W razie pytań zapraszam do komentowania! 🙂

źródło: poweredbyfruits.pl

RAW TILL 4

Jeśli śledzicie mój fanpage na facebooku, pewnie zauważyliście, że kompletnie przeprogramowałam swój dotychczasowy sposób odżywiania. Jak już wcześniej wspominałam, bardzo lubię zarówno mięso jak i ryby jednak aby przekonać się jak dieta wegańska wpływa na organizm.. nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała tego na własnej skórze.. 🙂 Czytając o tym sposobie odżywiania trafiłam na Freelee The Banana Girl. Australijkę, która jest prekursorem diety Raw Till 4, co po polsku oznaczałoby ‚jedz surowo (w domyśle warzywa i owoce – produkty nieprzetworzone) do godziny 16:00’. Freelee zjada około 3tyś kcal, którepochodzą w 80-90% z węglowodanów i jest żywym przykładem na to, że od węglowodanów się nie tyje… Cały czas nie mogę tego pojąć dlatego wdrażam w życie plan i zasady, których będę się trzymać, a o skutkach będę a bieżąco informować Was na Faceboku.. Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląa Freelee i poczytać trochę na jej temat, zapraszam na jej fanpage: https://www.facebook.com/TheBananaGirl?fref=ts

A poniżej główne zasady diety RAW TILL 4:

1. Dozwolone są jedynie produkty pochodzenia roślinnego. Zero produktów pochodzenia zwierzęcego – czyli bez mięsa, ryb, jajek, nabiału etc.

2. Surowe owoce i warzywa muszą być spożywane do godziny 16.00, później czeka nas duży ciepły posiłek bogaty w sporą ilość węglowodanów z warzywami.

3. Rekomendowane jest zjadanie 1000+ kalorii z owoców na śniadanie oraz 1000+ kalorii na lunch, a później duży posiłek z gotowanych produktów pochodzenia roślinnego. Kobiety powinny spożywać minimum 2000-2500 kcal dziennie, a mężczyźni ok. 3000-3500 kcal.

4. 10% lub mniej kalorii powinno pochodzić z tłuszczu. Możecie to sprawdzać sobie tutaj: http://cronometer.com/. 5% jest optymalne. Tłuszcz nie jest rekomendowany na tej diecie. Próbujcie używać do gotowania soku z jabłek lub po prostu wody.

5. UWAGA, dozwolone źródła węglowodanów w posiłku na ciepło to między innymi: ziemniaki, warzywa korzeniowe (czyli takie jak np. marchewka, rzodkiewka, seler…), ryż, makaron bezglutenowy (kukurydziany), kasze i ziarna takie jak amarantus, jęczmień, kasza jaglana, orkisz, gryka, guinoa.

6. Zawartość sodu w posiłkach powinna być bardzo ograniczona. Rekomendowane jest spożywanie 1000mg dziennie, a nawet 500mg – wtedy będzie najlepiej. Można używać wielu innych przypraw zamiast soli. Sok z cytryny jest świetnym substytutem soli.

7. Jedzenie, które spożywamy powinno być jak najmniej przetworzone. Wegańskie fast foody są zzwyczaj bogate w sporą ilość tłuszczu, dlatego nie są polecane przy tym sposobie odżywiania. Jeśli jednak trafi Ci się wyjście ze znajomymi, raz w tygodniu (ale nie częściej, jeśli chcesz się stosować do tego planu) możesz pozwolić sobie na taki posiłek.

8. Jedząc gotowany posiłek powinieneś zjeść jeszcze dużą zieloną sałątkę, która ma wpływ na poprawę trawienia i minimalizuje proliferację krwinek białych z gotowanej żywności.

9. Staraj się kupować produkty organiczne.

10. ZERO słodyczy czy owoców po zjedzeniu gotowanego posiłku, ponieważ mogą ulec fermentacji, trawienie będzie gorsze. A jeśli masz ochotę na coś słodkiego po zjedzeniu tego gotowanego posiłku to znaczy, że zjadłeś za mało owoców w ciągu dnia.

11. Smoothies są świetnym rozwiązaniem na śniadanie lub lunch. A banany podstawowym owocem w ciągu dnia.

12. Jeden dzień w tygodniu powinien byćw 100% RAW, aby oczyścić organizm. Najlepiej zacząć w poniedziałek lub niedzielę.

13. Nielimitowana liczna kalorii w każdym posiłku, zero restrykcji. Najważniejszym punktem jest zjedzenie jak największej ilości surowego jedzenia przed godziną 16.00 – większość kalorii jednak powinno wciąż pochodzić z owoców. Nie ograniczaj kalorii w ciągu dnia, i nie ‚kumuluj’ ich na gotowany posiłek 🙂 W każdym posiłku najważniejsza jest obfitość.

14. Ciecierzyca, fasola, soczewica nie są tak bogate w węglowodany, dlatego należy ograniczyć je do minimum. Dają zbyt dużo białka, jeśli są spożywane w nadmiarze. Mogą być dodawane do posiłków, jeśli tłuszcz i białko stanowią 5% Twojego dziennego bilansu kalorycznego. Łączenie ich z dużą ilością węglowodanów może utrudniać trawienie. Jeśli kupujesz te strączki w puszce – upewnij się, czy na puszce nie jest napisane, że dodatkowo została dodana sól. 🙂

15. Musisz pić więcej wody, niż podczas gdy jesz w 100% surowe pokarmy, bo gotowane jedzenie ‚zabiera’ wodę z Twojego organizmu 😉

16. Ruszaj się! Sport kilka razy w tygodniu jest wskazany – jogging, jazda na rowerze etc. Pomoże to w usprawnieniu pracy Twoich jelit. 🙂

To by było na tyle… Poniżej przedstawiam przykładowy jadłospis, który znalazłam u Freelee the Banana Girl:

ŚNIADANIE:

Smoothie:

15 daktyli, 150g mrożonych truskawek, garść ulubionych zielonych warzyw, około 1litr wody. Blendujemy wszystko razem! smacznego!

OBIAD:

Monoposiłek skłądający się z Twojego ulubionego owoca. Kaloryczność powinna wynosić około 1000kcal.

PRZEKĄSKI:

Jeśli masz taką potrzebę, możesz spokojnie podjadać suszone lub świeże owoce. 🙂

KOLACJA:

Około kilogram ziemniaków (jesz tyle ile potrzebujesz) pocięte w plasterki (jak frytki belgijskie) upieczone w piekarniku (bez tłuszczu i soli) polane ostrym sosem chilli bez soli. Przepis znajdziecie pod tym linkiem:

Pycha!

Cały czas dowiaduję się nowych rzeczy, najwięcej sobie uświadamiam czytając stronę Freelee i oglądając jej kanał na YT. Sprawdźcie sami:

http://thebananagirl.com/raw-till-4-diet-7-day-food-exercise-planner.php

a to Freelee:

Jeśli ten sposób odżywiania okaże się skuteczny… będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, który znalazł swój Święty Graal 😀

Motywacja na wiosnę

Często pytacie mnie co zrobić, żeby się zmotywować do dalszej pracy nad sobą… Szczerze? Sama czasami miewam gorsze dni albo i tygodnie, ale zawsze staram się z tym walczyć. Też jestem człowiekiem i też czasami po prostu totalnie mi się nie chce… Musicie jednak zastanowić się jaki cel chcecie osiągnąć i czy dzięki temu będziecie szczęśliwi. Czy jak już go osiągniecie, będziecie czuć satysfakcję, czy raczej pomyślicie sobie „jest… nareszcie koniec!”.

Ja ostatnimi czasy zauważyłam, że im mniej się „spinam” tym lepiej na tym wychodzę, lubię mały reżim, organizację i wykonywanie planu, który sama sobie założyłam. Problem w tym, że czasami jest on zbyt ambitny, bo w ciągu dnia mam masę innych obowiązków, a sport nie ma być przykrym obowiązkiem, a chwilą, dzięki której się zrelaksuję, zrobię coś dla siebie i będę przy tym zadowolona i usatysfakcjonowana. Podobnie jest  z jedzeniem. Zdrowe odżywianie nie ma być dla nas żmudną dietą, przykrym obowiązkiem, który musimy wypełnić aby osiągnąć ładną sylwetkę i zdrowe ciało. Wiem, że łatwo mówić, a trudniej zrobić.. ale po prostu musicie zmienić nastawienie i przekonać samych siebie, że to nie dieta, tylko styl życia. Konsekwencja, zaangażowanie i systematyczność prędzej czy później zaprowadzą Was do celu. Podejrzewam, że większość z Was co roku mówi sobie, że tego lata na pewno będzie w najlepszej formie… a potem wskakuje jakiś grill ze znajomymi, sobotnia impreza zakrapiana alkoholem, a na drugi dzień pizza na kaca.. Trochę chipsów czy czekolady podczas oglądania filmów. Musicie powiedzieć sobie wprost co jest lepsze? Ja uważam, że lepiej jest wziąć się w końcu w garść… i oczywiście pozwolić sobie na grilla ze znajomymi, czy imprezę, ale zmienić priorytety. Na pierwszym miejscu zdrowe odżywianie i systematyczna dawka sportu, a w ramach „nagrody” raz na jakiś czas urozmaicenie w takiej postaci. Gwarantuję brak wyrzutów sumienia, bo widząc pierwsze efekty ciężkiej pracy inaczej będziecie na to wszystko patrzeć.. 🙂 No i w końcu poczujecie, że chcieć to móc i że da się walczyć ze swoimi słabościami. Później stanie się to już dla Was rutyną, a organizm sam będzie się domagał zdrowego jedzenia i regularnego ruchu. 🙂

Obserwuję wiele blogów zawodniczek fitness bikini i innych tego typu konkursów. Ich zaangażowanie wymaga sporego poświęcenia i bardzo je za to podziwiam, dają niezłego kopa i motywację, jednak nie powinniśmy starać się im dorównać za wszelką cenę, jeśli nie planujemy udziału w tego typu konkursach. To ogromna pasja, ale też i poświecenie. Skrupulatne mierzenie, liczenie, ważenie, modyfikowanie treningów. Pełna organizacja. Jeśli chcemy mieć po prostu zdrowe, smukłe, jędrne ciało wystarczy, że będziemy trzymać się prostych zasad. Pamiętajcie, że ważne jest aby zachować we wszystkim umiar. Oczywiście MOIM ZDANIEM. Nie musicie się ze mną zgadzać, bo na każdego działa coś innego. Ja jednak zauważyłam, że kierowanie się określonymi regułami najlepiej mi służy. Jakich reguł się trzymam, jeśli chodzi o odżywianie? Staram się dostarczać mojemu organizmowi tego, co potrzebuje. Jedząc posiłki trzymam się mniej więcej tych produktów:

WĘGLOWODANY:

– ryż brązowy, basmati, dziki;

biały, paraboiled, wafle ryżowe – po treningu

– płatki owsiane, otręby owsiane, żytnie

– kasza gryczana

kasza jaglana, kuskus – po treningu

– makaron żytni typ 2000

– bataty

– pieczywo żytnie

– owoce o niskiej zawartości fruktozy (truskawki, maliny, jagody, kiwi..)

BIAŁKO:

– pierś z kurczaka/indyka

– ryby – tutaj nie zwracam aż takiej uwagi czy ma mniej tłuszczu, czy więcej, ryby ogolnie są dobre 🙂

– chudy twaróg, jogurt grecki o obniżonej zawartości tłuszczu, jogurt naturalny, serek wiejski – STARAM SIĘ ograniczać nabiał, ale bardzo lubię, więc czasami sobie pozwalam

– odżywka białkowa

– jajka

TŁUSZCZE:

– orzechy (nerkowce, migdały, brazylijskie, pekany, laskowe, włoskie..)

– awokado

– masło orzechowe (ograniczam…)

– olej kokosowy, oliwa z oliwek

Do tego wszystkiego oczywiście wchodzą warzywa i tutaj jako, że tak jak wcześniej wspomniałam, ja nie przygotowuję się do żadnych zawodów nie wliczam ich jako węglowodany. Jak mam zjeść ochotę więcej brokułów, to po prostu je jem nie licząc ich kaloryczności. Jeśli owoce, to rano do godz. 12:00 lub ewentualnie w posiłku potreningowym. Alkohol, słodycze i inne – STARAM SIĘ sporadycznie, raz na jakiś czas, nie częściej niż raz w tygodniu, a obecnie planuję na dłużej odstawić te wszystkie produkty. 🙂 Zobaczymy jak mi pójdzie.

Do tego dochodzą treningi. Zazwyczaj trenuję 5 razy w tygodniu. Ok 3-4 treningi siłowe i na koniec HIIT, który trwa 15-30min maks. I ok 2 razy w tygodniu długie wybieganie.

To wszystko to ogólne zasady, których – powtórzę po raz kolejny STARAM SIĘ trzymać.

Wracając do motywacji – sami musicie powiedzieć sobie wprost, co jest dla Was ważniejsze. Chwilowa przyjemność, czy satysfakcja z tego, że dochodzicie do swojego celu małymi krokami, ale jesteście coraz bliżej… 🙂 Poza tym to ciastko lepiej będzie smakować jak już zobaczycie zmiany w swojej sylwetce niż stwierdzając po raz kolejny „ok, dzisiaj ostatni raz, zaczynam od jutra”. Błędne koło, czas leci, a Wy ciągle będziecie stać w miejscu i zamęczać się wyrzutami sumienia.. 🙂

Do roboty!

tumblr_nju5sf93rs1rqlia6o1_1280tumblr_n9sldjV7fv1qg1cp3o1_1280tumblr_nloaa8xXCN1r1i188o1_1280

Jak to się zaczęło?

Na Waszą prośbę, dzisiaj będzie trochę o tym dlaczego żyję tak, a nie inaczej. Z góry proszę o wyrozumiałość. Piszę w 100% szczerze, jak było. Od czego się zaczęło i po co to wszystko… 🙂

vbnm

Wszystko zaczęło się chyba w 1 klasie liceum, kiedy pamiętam, że jeansy zrobiły mi się trochę ciasne i musiałam poluzować guzik. 😛 Trochę zabawne, ale tak było. Wtedy nie patrzyłam na to, co jadłam. Rano zawsze jakieś płatki kukurydziane z mlekiem i cukrem, Nesquiki czy Cini Minis, albo po prostu biały chleb z serem i parówki. Drugie śniadanie w szkole, to zazwyczaj była drożdżówka, albo bułka z żółtym serem, często po prostu słodycze. Po szkole przychodził czas na obiad i o ile nie szłam z koleżankami na pizzę zaraz po, to w domu mama serwowała mi kotleta w panierce z ziemniakami i ogórkami w śmietanie, czyli tzw. Mizerią. Na deser ZAWSZE była robiona jakaś mleczna czekolada, czy inne dobroci. No i standardowo na kolację, pyszne mięciutkie bułeczki z serkiem plus jogurt czy serek homogenizowany. Od małego w życiu towarzyszył mi sport, w 2-3 klasie szkoły podstawowej zaczęłam tańczyć taniec nowoczesny, disco, elementy baletu etc. Trenowałam też lekkoatletykę – skok w dal i szczerze mówiąc zawsze byłam jedną z najlepszych w klasie, jeśli chodzi o wychowanie fizyczne. Nigdy nie opuszczałam lekcji WF. Były dla mnie zawsze ogromną frajdą i przychodziły z łatwością. Od małego mam w sobie ducha rywalizacji i pokonywania swoich słabości. 😛 W gimnazjum nie miałam już czasu na sport, było więcej nauki… nigdy jednak nie zwracałam uwagi na wagę, bo zawsze byłam wysoka i szczupła. Nigdy nie byłam szczypiorem, bo nie jestem osobą o drobnych kościach, ale nie miałam też zbędnych fałdek tu i tam. Tak naprawdę już od 9 roku życia robiłam po kilkaset brzuszków na treningach jako forma tzw. ‘fffffsiłówki’ po zajęciach tanecznych, dzięki którym można powiedzieć nabierałam mięśni, szczególnie w nogach, więc wyglądałam po prostu zdrowo. Można więc powiedzieć, że przytyłam trochę w okresie dojrzewania. Zawsze dużo ważyłam, ale nigdy nie zwracałam na to uwagi. Pamiętam, że w 1 gimnazjum było to jakieś 64kg przy wzroście 178, ale w 1 liceum niestety już 72.. chociaż szczerze mówiąc… nie było tego widać aż tak, nigdy nie zaliczałam się do osób grubych, czy mających nadwagę, wręcz przeciwnie. Z pewnością nigdy nikt wtedy nie oceniłby, że ważę 72kg przy wzroście 178, a prędzej właśnie 64 maksymalnie. 🙂 No, ale wracając do tych nieszczęsnych spodni. Rozmiar jeansów 28. Pewnego dnia czuję, że robi się trochę ciasno i niewygodnie, a tak nie było… Wtedy też pamiętam był szał na portal nasza-klasa.pl, nie miałam jeszcze Facebooka, więc wszystko działo się tam. Dostałam wiadomość od dziewczyny scouta z jakiejś agencji modelek, że mam podesłać jej swoje tzw. polaroidy tj. zdjęcia w bikini, bez makijażu. Pokazujące sylwetkę i naturalny wygląd. Spojrzałam trochę z niedowierzaniem, ale posiedziałam trochę w Internecie, poczytałam co nieco na forach i stwierdziłam, że może spróbuję zrobić sobie takie zdjęcia i jej podesłać… Trochę się zdziwiłam, bo moje ciało w bikini nie wyglądało tak, jak myślałam, że wygląda… 😀 Podjęłam więc próby odchudzania, tak próby, bo okazało się, że to nie jest taka prosta sprawa. Zaczęłam czytać o dietach… kopenhaska, kapuściana, głodówki.. Dramat. Po 2 dniach wszystko przepadało. W końcu, jakoś pod koniec lutego (byłam wtedy w 1 liceum) stwierdziłam, że koniec tego lenistwa i trzeba się za siebie w końcu wziąć. 🙂 Nie mogę znaleźć innego zdjęcia z tamtego okresu, ale wyglądałam tak jak na tym zdjęciu tu po prawej.

Zmieniłam TOTALNIE jadłospis. Wyrzuciłam chleb, tłuste obiady itp. Pierwsze podejście było totalnie bez sensu i totalnie niezdrowe, ale skończyło się tak, że schudłam jakieś 15kg. Co jadłam? Gdzieś w telewizji leciała reklama płatków Nestle Fitness, gdzie mówili, że wystarczy jeść je dwa razy dziennie i chudnie się od razu. No i tak zrobiłam. 😀 Rano miska płatków z jogurtem, na drugi śniadanie owoce i warzywa, na obiad kolejna miseczka płatków z jogurtem i później jakieś sałaki warzywne. Tyle… Trzymałam się tak miesiąc. Schudłam ba rdzo dużo, ale się nie ważyłam. Potem była Wielkanoc, jadłam normalnie, ale sportu zero. Po świetach znowu wróciłam do płatków. No i finalnie w maju miałam już taką sylwetkę, że spokojnie mogłam zrobić polaroidy i rozesłać po agencjach. Tak też się stało. (Zdj. poniżej)
(Moja waga na zdj. powyżej to ok. 57kg)

Był spory odzew. Wybrałam tą jedną.. Problem w tym, że bałam się jeść cokolwiek, żeby nie przytyć. No i tak to się wszystko toczyło, że moje życie zaczęło się kręcić wokół jedzenia. Nie wychodziłam na imprezy, bo przecież alkohol to kalorie, ograniczyłam spotkania ze znajomymi, bo oni jedli pizze itp. A ja tylko czekałam na dzień, kiedy będę mogła zrobić sobie dyspensę. Skończyło się tak, że zaczął się nowy rok  szkoły. Na kontakt nigdzie nie wyleciałam, bo miałam szkołę i rodzice nie chcieli mnie puścić na żaden kontrakt. Trochę przytyłam, potem znowu odchudzałam się na waflach ryżowych, płatkach i grejpfrutach, potem znowu przytyłam, potem znowu jadłam chudy twaróg z jabłkiem – przeczytałam gdzieś, że od białka się chudnie, ale z drugiej strony miałam dylemat, bo gdzieś tam w internecie napisali, że od dużej ilości białka mogą si rozbudować mięśnie, a w modelingu to przecież nie przejdzie.. (Boże, jak teraz czytam to co piszę, to nie wierzę, że takie rzeczy w głowie mi się tworzyły. :P) Skrócę teraz cały ten wątek z tyciem i chudnięciem w kółko, bo to nie ma sensu. Ogólnie rzecz biorąc moja wiedza na temat żywienia i ćwiczeń ograniczała się do tego, że dieta nie mogła przekraczać 700kcal, a bieganie nie było wskazane, bo istniało ryzyko rozbudowy mięśni. 😀 Mam też za sobą taki etap, kiedy po kontrakcie w Mediolanie ważyłam jakieś 50kg – jadłam wtedy 2 jabłka i jednego pomidora dziennie plus dwie kawy i wszędzie chodziłam pieszo – w weekend pozwalałam sbie zjeść słodycze, pizze i to na co miałam ochotę. 5 dni w tygodniu prawie głodówka. Ale w Mediolanie moja figura się podobała… 🙂 Nie bardzo jest tu co opowiadać, bo to dość słaby moment w moim życiu. Zdjęcia z tego okresu, jako przestroga, więcej dodawać nie muszę:

vs. normalny wygląd, gdy byłam ‚grubsza’, dla porównania:

150620132765

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sporo zmieniło się odkąd poszłam na studia – wtedy mój był były chłopak, który mógł i pewnie nadal może pochwalić się wysportowaną sylwetką, polecił mi, żebym zaczęła chodzić na fitness. Takie o zajęcia ABT, TBC itd. Wtedy moje ciało faktycznie zaczynało wyglądać lepiej. Niestety zawsze miałam problem z jedzeniem, zawsze uważałam, że im mniej tym lepiej, tylko, że później rzucałam się na wszystko, co pyszne i słodkie. Później zaczęłam chodzić na siłownię z moim chłopakiem, ale okupowałam tylko strefę cardio, czasami robiłam brzuszki. Cały czas miałam etapy, że wyglądałam albo bardzo dobrze, albo gorzej (w moim mniemaniu, bo obiektywnie patrząc z perspektywy czasu wyglądałam normalnie – nigdy nie miałam nadwagi ani nic z tych rzeczy). Potem znowu jednak przeszłam na etap ograniczania kalorii – dieta Dukana i zero ćwiczeń. Byłam szczupła, wyglądałam dobrze, ale samopoczucie było średnie, bo i jedzenia mało.

IMG_20130907_185509

20130719_122031-1

Stwierdziłam, że czas zacząć coś robić. Jadłam więc więcej i biegałam w terenie. To szczerze mówiąc mi pomogło. Wyjechałam na kontakt do Chin i miałam sylwetkę, która mnie w miarę satysfakcjonowała, a nie głodziłam się, chociaż ograniczałam mocno węglowodany. Jak już wróciłam z kontraktu, kontynuowałam to samo, ale później przyszły święta i jakoś tak znowu straciłam motywację.

Bez tytułu2 daga4 daga920131223_104124

Mój były chłopak zapisał się na Crossfit, w końcu i ja dołączyłam – wtedy też postanowiłam założyć My daily routine, by motywować samą siebie do dalszej pracy. Szczerze mówiąc to był strzał w dziesiątkę. Treningi zaczęły mi sprawiać prawdziwą satysfakcję. Bałam się trochę rozbudowy mięśni, bo to jednak praca z ciężarami, ale z drugiej strony tłumaczyłam sobie, że będąc na deficycie nie ma takiej opcji. Zaczęłam interesować się więcej odżywianiem, suplementacją itp. Były efekty, ale nie tak bardzo zadowalające jak bym tego oczekiwała. Wtedy poprosiłam o pomoc eksperta w układaniu diet, mojego znajomego z Legal Cakes – Kubę Mioduszewskiego i szczerze mówiąc to była chyba najlepsza decyzja, jaką podjęłam w tym temacie, bo w końcu uświadomiłam sobie, że można chudnąć jedząc 2000 kcal dziennie i NIE GŁODZĄC SIĘ. Dzięki Kubie w dużej mierze przełamałam siedzące gdzieś głęboko w głowie złe myślenie na temat jedzenia i ograniczania kalorii. Problm tkwił w tym, że ja od bardzo dawna uczyłam się zasad żywienia, odchudzania itp. jednak miałam taką blokadę psychiczną, że za bardziej skuteczne uznawałam ograniczanie kalorii.. Miałam już dość ciągłego myślenia o jedzeniu, byłam psychicznie zmęczona rozmyślaniem nad dieta, kaloriami etc…

Lipiec 2014

20140726_133047

W tej chwili trzymam się tych zasad, które przedstawił mi Kuba, czytam sporo artykułów i książek na temat jedzenia i muszę powiedzieć, że w ciągu tych kilku lat, przetestowałam na swoim organizmie naprawdę wiele, przeszłam różne etapy katorżniczych diet, wykańczając i narażając na wyniszczenie swój organizm. Człowiek jednak uczy się na błędach i w tej chwili mogę powiedzieć, że poznałam swój organizm i wiem, jak o niego zadbać. Jedzenie to podstawa. Głodówkami daleko nie zajdziecie. 😉

W razie pytań – służę pomocą.

Nie pisałam dokładnie wszystkiego, ale uwierzcie mi, że na temat jedzenia, złych diet i ciągłego przygnębienia z tym związanego wiem naprawdę dużo. 🙂

10334342_668694316585893_1816798471516389093_n ertyuio yyyy

Słodki chlebek fasolowy

10377025_664318677023457_6001995573657269079_n

Pyszny, delikatny, miękki i puszysty słodki chlebek z czerwonej fasoli… ❤

Potrzebujemy:

  • puszkę czerwonej fasoli
  • 100g płatków owsianych
  • 2 jajka
  • 2 miarki odżywki białkowej (60g)
  • 25g wiórków kokosowych
  • 2 dojrzałe banany (im ciemniejsze tym lepiej)
  • 100ml wody
  • 2 łyżeczki stewi

Odsączamy fasolę z zalewy. Za pomocą blendera mielimy banany i fasolę. Dodajemy odżywkę białkową (u mnie czekoladowa) i dodajemy trochę wody. Wrzucamy wiórki kokosowe, stewię i jajka. Jak już wszystko zmieli się na gładką masę, dodajemy płatki owsiane i mieszamy dokładnie do uzyskania jednolitej konsystencji. Przelewamy masę do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do rozgrzanego do ok. 180 stopni piekarnika i pieczemy przez ok 45-50min. 🙂

IMG_2893

Dla tych, którzy nie są na redukcji – polecam posmarować sporą ilością masła orzechowego. ❤ a Dla tych, którzy są – polać jogurtem greckim i iobniżonej zawartości tłuszczu. Niebo w gębie. A najlepsze jest to, że fasoli w ogóle nie czuć. 🙂

Cały chlebek ma:

1358 kcal, 91g białka, 163g węglowodanów, 41g tłuszczu.

Smacznego!

FullSizeRender (1)

CROSS FITNESS CAMP 2015

Macie plany na wakacje? Jeśli jeszcze nie, to zachęcam to wzięcia wraz ze mną udziału w obozie Cross Fitness Camp 2015.

O co dokładnie chodzi? Już wyjaśniam!

Jak wiecie, przeszło rok temu zaczęłam trenować Crossfit, w tej chwili moje treningi opierają się głównie na formule Crossfitu i uważam, że jeśli chodzi o spalanie zbędnej tkanki tłuszczowej i rzeźbieniu sylwetki, takie treningi są najbardziej efektywne. Dlaczego? Bo dzięki takiej aktywności fizycznej zwiększamy nie tylko swoją siłę i wytrzymałość, ale także polepszamy kondycję, co przynosi również ogromne efekty, jeśli chcemy zadbać o wygląd naszej sylwetki. Obóz dedykowany jest dla osób, które chcą przełamać pewne bariery, odkryć w sobie potencjał i spróbować urozmaiconych form aktywności ruchowej, powiązanych z nowoczesnymi metodami dbania o kondycję fizyczną i psychiczną. Najlepsze jest jednak to, że przy tym wszystkim motywujemy się nawzajem, dzięki ćwiczeniom w grupie. Oprócz tego, mamy szansę skorzystać też z innych dyscyplin sportu na miejscu, ale o tym będzie później… 🙂

Gdzie i kiedy będzie odbywać się obóz?

W przepięknej okolicy, między Śniardwami a jeziorem Roś – w nowoczesnym ośrodku żeglarskim „Wrota Mazur”. 9-16 sierpnia 2015 r. Sprzęt zabieramy ze sobą i nie będziemy dusić się w ciasnych, dusznych salach. Wspólne bieganie w lesie, nad brzegiem jeziora i treningi na zewnątrz. Latem nie ma lepszej opcji! 🙂 Poniżej kilka zdjęć kompleksu:

10931390_888524897845670_2371500207706202635_n
cross2015_www_970_fot06

cross2015_www_970_fot11cross2015_www_970_fot09

cross2015_www_970_fot04

 

Czas przejść do najważniejszego. KADRA TRENERSKA:

DARIUSZ RYCAJ

10968328_887947501236743_5346620506327939244_nPierwszym z trenerów na tegorocznym Campie będzie ekspert w zakresie profesjonalnych form treningowych. Trener klasy mistrzowskiej w koszykówce, trener pływania, instruktor ratownictwa wodnego, kulturystyki i podnoszenia ciężarów. Wykładowca i instruktor rekreacji ruchowej i profilaktyki zdrowia na SGGW w Warszawie. Darek to także trener prowadzący w programie „cofnij zegar” w TVN i specjalista z zakresu treningu personalnego GWIAZD polskiego SHOW BIZNESU. Równolegle trenuje drużynę piłkarzy i koszykarzy TVN-u. Darek to fan aktywnego spędzania wolnego czasu. Na co dzień prowadzi treningi w KT Legia Warszawa w Centrum Treningu Personalnego.

Kolejnym trenerem będzie ROBERT TEMCZUK 10955243_888082734556553_8707496417958221600_n

Magister fizjoterapii, terapeuta cyriax, instruktor kulturystyki. Robert od kilku lat jest trenerem personalnym w jednym z elitarnych klubów fitness w stolicy. Pomaga najbardziej wymagającym klientom w realizacji wspólnie określonych celów. Stosuje szereg uznanych metod i technik takich jak: trening siłowo – wytrzymałościowy, cardio, stretching oraz techniki kinezyterapii. Jest spójny w tym co robi a jego wygląd i tryb życia potwierdzają posiadane kompetencje. Zna skuteczne sposoby pozbycia się zbędnych kilogramów i budowania harmonijnej sylwetki. Potrafi korygować wady postawy i przywrócić aktywność sportową po przebytych kontuzjach. Wie jak poprawić kondycję i ogólny stan zdrowia. Robert z zamiłowania do sportu i zdrowego stylu życia uczynił zawód, który wykonuje z pasją i zaangażowaniem. Jego doświadczenie jako trenera personalnego ugruntowane jest wiedzą zdobywaną podczas studiów na Wydziale Rehabilitacji warszawskiego AWF-u.

Oprócz tego będzie mieli okazję poznać też mnie osobiście i spędzić razem trochę czasu. O mojej roli w obozie napiszę trochę później… 🙂

10966763_973208459358951_1426702277_n

 

 

Czego dokładnie możecie się spodziewać?

Obóz ma charakter rekreacyjny. Uczestnictwo w zaplanowanych zajęciach jest dobrowolne. Realizacja programów sportowych dostosowana jest do oczekiwań uczestników i stopnia ich zaawansowania w poszczególnych dyscyplinach. Program obozu obejmuje m.in.:

  • codzienny trening crossfit
  • fitness – trening interwałowy Total Muscle Training (TMT) *
  • trening ogólnorozwojowy kondycyjny / cardio w terenie
  • rodzinne treningi zespołowe / scenariuszowe
  • windsurfing – trening, doskonalenie umiejętności, nauka od podstaw
  • kajaki, rowery wodne, piłka nożna, siatkówka
  • spacery i rajdy piesze szlakami pobliskich lasów
  • survivalowe gry i zabawy scenariuszowe w terenie
  • wieczory integracyjne, kolacje grilowe nad brzegiem jeziora
  • leśne rajdy rowerowe (dla posiadających własne rowery)

No dobra. Może przejdźmy do szczegółów. Jak widzicie trenerzy są prawdziwymi, kompetentnymi specjalistami. Jeśli macie problemy ze zrzuceniem wagi, nie radzicie sobie w kwestii treningów, nie znacie zasad żywienia, macie milion wątpliwości odnośnie swoich planów treningowych – ten obóz jest po to, żeby nauczyć Was jak dbać o swoje ciało, a przy tym dobrze się bawić. 🙂 Jeśli jesteście totalnie zieloni w tym temacie – nie ma przyjemniejszej i ciekawszej opcji na zdobycie takiej wiedzy. Dodatkowo kompleks, w którym się zatrzymujemy, to nie zwykły hotel. Uczestnicy obozu Cross Fitness Camp zakwaterowani będą w domkach i apartamentach, co daje dodatkowy komfort i swobodę. Wieczorem codzienna integracja i łączenie przyjemnego z pożytecznym. Ja już się nie mogę doczekać codziennych treningów i wieczornych ognisk! 🙂

Cena?

Obejmuje nocleg, wyżywienie zgodnie z programem, realizację programów sportowo-rekreacyjnych, opiekę kadry trenerskiej, wychowawców i animatorów, ubezpieczenie NNW, podatek VAT. (cena nie zawiera: dojazdu do hotelu). Oprócz tego mamy stały dostęp do przystani żeglarskiej, korty tenisowych, placu zabaw dla dzieci i restauracji z regionalną kuchnią.

2490 zł osoba dorosła / 1990 zł dziecko do 12 roku życia / 990 zł dziecko do lat 5
– rezerwacja równoznaczna z wpłatą 50% wartości imprezy
– oferta first minut – rabat 10% – pełna wpłata w dniu rezerwacji – oferta ważna do 31.03.2015 lub do wykorzystania puli miejsc z oferty

WYŻYWIENIE: 3 posiłki dziennie (śniadanie, obiad, kolacja w formie bufetu). Kuchnia oparta jest na regionalnych produktach. Serwowane dania są połączeniem bogactwa mazurskich smaków oraz fantazji Szefa Kuchni, który te dwa elementy łączy w pełną finezji całość. Do tego wszystko zdrowe – nie ma szans, że wrócicie po urlopie z dodatkowymi kilogramami. 🙂

Mam nadzieję, że część z Was da się namówić?! Chętnie poznam Was osobiście, szczególnie tych, dzięki którym mam cały czas chęci do prowadzenia mojej strony i bloga. 🙂
Uwaga, dla moich „fanów”, jeśli mogę użyć w ogóle takiego określenia, będzie niespodzianka… ale o tym później. 🙂
W razie jakichkolwiek pytań – piszcie proszę komentarze pod wpisem, postaram się pomóc i rozwiać wszelkie wątpliwości!
szczegóły:

Słodki chlebek bananowy

10563028_660147937440531_4513524707316012449_n

Tak jak obiecałam. Przepis na słodki chlebek bananowy 🙂 W smaku jest słodki, ale nie przesadnie. Najlepiej smakuje posmarowany masłem orzechowym… ale na redukcji wolę ograniczać takie dobrodziejstwa, bo może się to źle skończyć i obecnie staram się unikać masła, bo nie znam umiaru.. 😀 Zjadłam go więc z jogurtem greckim o obniżonej zawartości tłuszczu. Bodajże 4%. 😉

Potrzebujemy:

  • 3 dojrzałe banany (im ciemniejsze i IMG_2486bardziej miękkie tym lepiej)
  • 3 jajka
  • dwie miarki (60g) odżywki białkowej (ja mam smak czekoladowy)
  • 100g płatków owsianych
  • 30g mąki żytniej razowej typ 2000
  • 30g słonecznika
  • 100ml wody
  • łyżeczka stewii

 

Najłatwiej najpierw roztrzepać jajka i później dodać resztę składników, szybciej połączą się w jednolitą masę. Wszystko dokładnie mieszamy i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piekłam go o 23:00 i szczerze mówiąc zapomniałam, że wciąż jest w piekarniu, daltego ciężko mi stwierdzić ile dokładnie tam siedział, ale myślę, że ok. 40min do godziny. Musicie sprawdzać, czy się nie przypala z góry. 🙂 Chlebek był totalną improwizacją i moim wymysłem 🙂 Można dodać też np. suszonej żurawiny czy orzechów, ale pamiętajcie, że podwyższy to kaloryczność wypieku i wartości makro też się zmienią. 🙂

Cały ma 1481kcal 83,4g białka, 178g węglowodanów, 47,5g tłuszczu.
Porcja jak na zdjęciu poniżej, czyli 5 kawałków to moje śniadanie – 170g (cały chlebek ma 640g) – 393kcal, B22g/W47/T12

IMG_2492